Press "Enter" to skip to content

Jakim Katarzyna była dzieckiem?

Z całą pewnością gadatliwym i wesołym, upartym i lubiącym postawić na swoim, grzecznym i niesfornym. W jednej chwili kochałam brata, a w kolejnej mogłam  bić się z nim o zabawkę. 🙂 Takie zwyczajne dziecko. 😉 Lubiłam bawić się lalkami, chociaż bardziej interesowały mnie samochody zdalnie sterowane.

Chodzenie. Zaczęłam chodzić kiedy miałam 14 miesięcy. To jedno z ulubionych wspomnień mojej mamy. Często opowiada, jak pewnego dnia siedząc na dywanie, bez powodu wstałam na nogi i postawiłam pierwszy krok, a potem kolejny. Trochę tak jakbym zrozumiała na czym ta czynność polega. 🙂 Jak zaczęłam chodzić, końca nie było. 🙂 Kuzynka opowiadała, że rzadko chciałam siadać do wózka, wolałam chodzić. Podobno  moje nogi nie męczyły się tak szybko. Przyznam szczerze, że sama tego nie pamiętam.

Jedzenie. Nie byłam niejadkiem. Lubiłam jeść. Najbardziej lubiłam jajko na miękko, kiełbasę żywiecką i chleb z masłem i ketchupem. Dziś z tych smakołyków zostało jajko na miękko. 🙂 Nie byłam gruba. Nie byłam zbita. Uwielbiałam też starte jabłka posypane cukrem, buraczki i placki ziemniaczane.

Problemy zdrowotne. Jako dziecko nie miałam problemów z zatokami, czy uszami. Rzadko chorowałam. Jedyną bolączką było ostre zapalenie gardła i migdałów, czyli angina. Nie miałam katarów, grypy, tylko anginę. Pamiętam, jak z mamą chodziłam do lekarza, wystarczyło że otworzyłam buzię do badania i zaraz Pani Doktor wypowiadała zamienne słowa: „Angina ropna! Zastrzyki!”. To był dramat. Kto lubi zastrzyki? Nikt. Jak podrosłam, to zamiast zastrzyków Pani Doktor przypisywała mi antybiotyk na „A”, na który z czasem się uodporniłam.

Rehabilitacja. Mieszkałam w mieście uzdrowiskowym, więc miałam łatwiejszy dostęp do rehabilitacji.  W asyście babci chodziłam na masaże, wirówki i ćwiczenia, a z mamą jeździłam na turnusy rehabilitacyjne nad morze, do Dźwirzyna i Grzybowa.

Ulubione bajki. Z całą pewnością Muminki, Smerfy i Strażak Sam.

Dziecięce marzenia. Kim chciałam zostać, jak dorosnę? Oczywiście piosenkarką! 🙂 Później miałam zostać nauczycielką historii, psychologiem, tłumaczem języka japońskiego. Zostałam… socjologiem. I to był strzał w 10.

Przedszkole. Do 6 roku życia, mną i moim bratem zajmowali się dziadkowie. Babcia nie chciała, żebyśmy chodzili do żłobka, wolała się sama nami zajmować, kiedy rodzice byli w pracy. Chodziłam do zwyczajnego, publicznego przedszkola.

Ubiór i fryzura. Nie lubiłam się czesać. Nie znosiłam kiedy mama robiła mi kitki na czubku głowy. Rzadko kiedy chodziłam w spódniczkach lub sukienkach. Mama zazwyczaj ubierała mnie w spodnie. Do tego miałam krótkie włosy, fryzura podobna jak do postaci z Zaczarowanego Ołówka. Ludzie widząc mnie na chodniku często mówili: „jaki ładny chłopiec”. Wówczas ja z nadąsaną miną odpowiadałam: „ja nie jestem chłopcem, jestem Kasia!” Buty ortopedyczne były stałym elementem mojej garderoby.

Jeżeli chcielibyście, abym napisała więcej, lub uchyliła jeszcze rąbka tajemnicy o moim dzieciństwie, piszcie pytania w komentarzach. Z chęcią przeczytam w jakim wieku są wasze dzieci, co lubią robić, kim chcą zostać w przyszłości. Zostawcie kilka słów pod postem. 🙂

 

(Foto: Archiwum prywatne.)