Press "Enter" to skip to content

Nie było gromów z nieba, czyli jak dowiedziałam się o achondroplazji

Achondroplazja zawsze była ze mną. Nie było momentu w moim życiu, w którym uświadomiłam sobie, że wyróżniam się na tle rówieśników, że może być ze mną „coś nie tak”. Zawsze byłam mniejsza, ale za to wygadana i otwarta na ludzi. Nie lubiłam tylko jednego… Kiedy mówili do mnie, „jaki ładny chłopiec”. Odpowiadałam zawsze z pretensją w głosie „Ja nie jestem chłopcem, ja jestem Kasia”. Moje uczesanie pozostawiało wiele do życzenia. Byłam obcinana na chłopaka, moje włosy przypominały fryzurę postaci z bajki o zaczarowanym ołówku. Tak na marginesie uwielbiałam tą bajkę! Marzyłam o takim ołówku.  🙂

Nigdy nie czułam się gorsza. Nie byłam wytykana palcami. Owszem zdarzyło się, że wołali na mnie mała. I z tym potrafiłam sobie poradzić, więc możesz przeczytać o tym tutaj. Kiedy byłam dzieckiem najbardziej bałam się… śmierci. Bałam się, że za szybko umrę i wielu rzeczy nie poznam, nie spróbuję.

Rosłam z myślą, że w przyszłości zostanę nauczycielką historii. Uwielbiałam ten przedmiot. Później miałam zostać psychologiem, ale porzuciłam tę myśl na rzecz prawa. Prawo długo było w mojej głowie, sama nawet uczyłam się łaciny, interesowałam się procesem legislacyjnym w Polsce. W trzeciej klasie liceum zrezygnowałam z prawa i postanowiłam pójść na socjologię. To był strzał w 10. Bardzo lubiłam swoje studia, pokochałam badania społeczne, w mniejszym stopniu marketingowe. Nigdy nie pomyślałam, że achondroplazja może być przeszkodą w realizacji moich marzeń i planów. Wzrost nie miał tu nic do rzeczy, liczyły się zapał i praca. Tak naprawdę ograniczenia są jedynie w naszych głowach.

 

(Foto: Archiwum prywatne.)

Komentarze są zablokowane.