Press "Enter" to skip to content

Małe serce, które chciało kochać

Wyznaję niepisaną zasadę, że nie mówię o swoich związkach. Dla was zrobię wyjątek. Pewnie wiele osób zastanawiało się, jest sama? Ma kogoś? Miała złamane serce? Była zdradzona? Ma powiedzenie u płci przeciwnej? Wszystko po kolei. Najlepiej od początku.

Lubię pisać żartobliwe o sobie, że nie miałam złamanego serca, ale za to łamali mi kości. 😉 Jednak zadra na sercu była  i długo nie mogłam jej wyleczyć. Zaczęło się od wymiany kilkunastu smsów dziennie. Poznaliśmy się  przez portal, który umożliwiał znalezienie osoby w podobnym przedziale wieku i w najbliższej okolicy. Był wysoki, nieśmiały, trochę zakompleksiony. Ja, z aparatami na rękach, z niską samooceną, pragnąca się zakochać i być kochaną. Związaliśmy się nie z miłości, ale z potrzeby bycia z kimś. W końcu mieliśmy po 17 lat, a nasi znajomi byli już dawno w związkach. Rozstaliśmy się po dwóch miesiącach. Życie. Powód? Bał się, że koledzy będą się z niego śmiali, bo ma niską dziewczynę. Trafił w mój, wówczas, najczulszy punkt. Jako nastolatka wiele razy zadawałam sobie pytanie czy mogę się komuś spodobać, taka niska i z bliznami na rękach i nogach? I stało się. Potwierdziły się moje obawy Bolało, bardzo bolało, cholernie bolało. Postanowiłam,  że nigdy więcej nie pozwolę by wzrost miał jakiekolwiek znaczenie w moim poczuciu własnej wartości. Jak ma mnie kochać, to za to kim jestem, a nie czy dosięgam mu do nosa, czy do ramienia.

Rok po tamtej historii w moim w życiu pojawił się nowy mężczyzna. Znaliśmy się od kilku lat, byliśmy na stopie przyjacielskiej. Nie wiem jak to się stało, ale wpadłam po uszy. Zakochałam się, ale gdzieś z tyłu głowy czaił się ten lęk, co jeżeli historia się powtórzy. Był wyższy od poprzedniego. Udowodnił mi, że wzrost nie ma dla niego znaczenia, że liczę się ja. Robiliśmy furorę na Krakowskim Przedmieściu. Wysoki mężczyzna (196cm)  trzyma za rękę niską dziewczynę. On taki wysoki, ona taka niska. Gapiów nie brakowało. Podczas pierwszego spaceru na starym mieście zatrzymał się i zapytał, „dlaczego wszyscy się na nas patrzą?”. Odpowiedziałam smutnym głosem, mówiłam Ci, że tak będzie”. On tylko  uśmiechnął się,  pocałował mnie w usta i poszliśmy dalej, przed siebie. Miał w nosie co myślą inni. Nasz związek zakończył się po ponad pół roku. Powód? Niezgodność charakterów.

Czas pędził jak oszalały, rok za rokiem, ale tego jedynego, na przysłowiowym białym koniu, w żelaznej zbroi nie znalazłam. Ładna buzia, to nie wszystko. Za każdym razem brakowało jednego elementu, w całej tej puzzlowej układance, miłości. Do czasu… bo życie potrafi nas zaskakiwać, w najmniej oczekiwanym momencie. Kiedy najmniej się tego spodziewamy … 😉

2 Comments

  1. Joanna Wierzbicka
    Joanna Wierzbicka 12 lutego 2017

    Moja kochana Kasieńko, skąd ja to znam 😘. Kiedyś poznałam przez internet faceta, który sprawił, że poczułam się kobietą. Taką prawdziwą. Wpadłam po uszy. Nawet moja przyjaciółka w pewnym momencie powiedziała, że mnie nie poznaje. Kiedyś go spytałam, czy mu nie przeszkadza, że jestem taka, jaka jestem, to powiedział wprost „Asia, czy ja jestem jakimś idiotą?”. Nie wyszło, ale sprawił, że uwierzyłam w siebie, że jestem kobietą z krwi i kości. Spokojnie podchodzę do sprawy miłości. Co ma być, to będzie. Nic na siłę. Pozdrawiam serdecznie ❤ i walentynkowo. Joanna

  2. Anika
    Anika 28 lutego 2017

    🙂 mam narzeczonego z achondroplazją. Sama jestem troszkę wyższa, bo mierzę 162cm i wiele osób z mojego otoczenia dziwnie się na nas patrzyło. Ponieważ jestem psychologiem w teorii doskonale rozumiem ich obawy i zdziwienie (znam różne teorie percepcji społecznej), jednak w praktyce nie ogarniam co ich tak dziwi. Nasz związek jest piękny, a ja z doświadczenia wiem, że jeśli chodzi o miłość to znaczenie ma tylko wielkość mózgu i serca 😀

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.