Press "Enter" to skip to content

2016 rok – poważne i nagłe zmiany

2016 rok będę wspominała jako rok poważnych i nagłych zmian, wychodzenia ze strefy komfortu i poznawania siebie. Jak pisała Wisława Szymborska „tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono”.

Mając w pamięci poprzednie lata, mogę śmiało powiedzieć że to był cholernie trudny dla mnie rok, żaden rok nie dostarczył mi tylu powodów do stresu, wątpliwości, obaw, lęków i braku chęci do dalszych działań. Ale! Tego roku nie zamieniłabym na żaden inny, bo w 2016 roku …

Postanowiłam wyjść ze swojej bezpiecznej nory i stworzyć sobie nowe możliwości rozwoju. Jednego dnia złożyłam wypowiedzenie z pracy, a następnego dnia zrezygnowałam z mieszkania. Praca nie dawała mi poczucia satysfakcji, rozwoju zawodowego, nie zaspokajała moich ambicji. Postanowiłam to zmienić, póki nie mam własnej rodziny, dzieci i kredytu na mieszkanie. 😉 Kiedy czuję się w jakiś sposób ograniczona wolę to zmienić niż narzekać na los, życie i położenie w jakim utknęłam. Od gadania nic się nie zmieni, ale od działania, owszem. 🙂

Miałam ogromne wsparcie w swojej rodzinie i przyjaciołach.  Przeżywałam różne emocje, miałam chwile zwątpienia, nie wiedziałam jaki będzie kolejny dzień,  ale jednego mogłabym być pewna, zawsze mogłam liczyć na swoją rodzinę i przyjaciół. Bardzo mocno mi kibicowali, dawali mnóstwo dobrych wskazówek, ciepłych słów, mówili żebym się nie poddała, tylko szła dalej drogą, którą sobie wyznaczyłam.

Zrozumiałam co znaczy bezinteresowna pomoc.  Dwoje ludzi przyjechało z Krakowa do Warszawy, żeby pomóc mi w przeprowadzce z Targówka na Mokotów. Poznaliśmy się zupełnie przypadkiem. Dzięki splotowi różnych zdarzeń i interakcji z innymi ludźmi. Świat jest mały. 🙂

Przeżyłam cztery intensywne dni wypełnione po brzegi. 😉  13 października ok. 6 rano wstałam, ubrałam się, spakowałam rzeczy i pojechałam na basen. Tam rozpoczęłam kręcenie materiału do reportażu dla jednej z telewizji śniadaniowych. Reportaż kręciliśmy cały dzień, z przerwą na bardzo ważną debatę, z moim udziałem, poświęconą sytuacji osób z niepełnosprawnością. Materiał skończyliśmy nagrywać przed 22. Następnego dnia, w piątek wstałam wcześniej żeby spakować walizkę i przygotować się na konferencję w Berlinie. Pociąg miałam kilka minut po 9. W weekend uczestniczyłam w Międzynarodowej Konferencji – International Leadership Dwarfism. Sporo stresu, pierwszy występ po angielsku, pierwsza samotna podróż zagranicę. Do Warszawy wróciłam w niedzielę, po 22. Dotarłam do mieszkania, szybki prysznic i nie wiem kiedy było już po północy. W poniedziałek o 6:15 musiałam wstać i pojechać do  telewizji śniadaniowej. Występ był na żywo, więc musiałam być w 100% skoncentrowana. Z nagrania pojechałam na kolejną debatę. Kiedy wróciłam do mieszkania odpowiadałam na wszystkie komentarze i wiadomości po moim występie w programie. Położyłam się do łóżka po 22. Byłam bardzo szczęśliwa, że dane było mi przeżyć intensywne 4 dni, bardzo emocjonujące, stresujące, ale dające ogrom doświadczenia na przyszłość.

Zrozumiałam, że w Polsce jest wiele osób, które chcą pomagać. Miałam sporo tekstów anglojęzycznych dla fundacji i brak środków, aby zapłacić za ich przetłumaczenie. I tak o to poznałam kolejne wspaniałe osoby, które zechciały poświęcić swój czas, energię na tłumaczenia artykułów pro bono.

Przełamałam swoją barierę językową i przemawiałam w języku angielskim na Międzynarodowej Konferencji w Berlinie. Wówczas zrozumiałam, że nauka języków obcych jest niesamowicie ważna, nie tylko przy staraniu się o lepszą pracę, ale w celu poznawania nowych ludzi, wymiany doświadczeń z osobami działającymi na podobnej płaszczyźnie co ty. Czerpaniu wiedzy z zagranicznych źródeł niezbędnych do dalszego rozwoju osobistego i zawodowego.

Na własnej skórze przekonałam się, że po drugiej stronie szklanego ekranu jest zupełnie inaczej. Panuje cisza, jesteś ty, dwoje dziennikarzy, dźwiękowcy i operatorzy kamer. Zadają Ci pytania, a ty masz świadomość, że wszystko co powiesz, może być kiedyś użyte przeciwko Tobie. 😉 Musisz ważyć każde słowo, posługiwać się poprawną polszczyzną i nie zapominać o dykcji. W końcu jesteś Prezesem. Jednocześnie musisz pamiętać jakie informacje chcesz jeszcze przekazać, co chcesz powiedzieć, bo czasu naprawdę masz niewiele.

Zostałam oszukana. Jedna osoba zadeklarowała mi pomoc w znalezieniu darczyńców dla fundacji. Ja pełna entuzjazmu i radości, z jeszcze większą ochotą zabrałam się do pracy. Przygotowałam się na spotkanie, miałam opracowaną koncepcję na co przeznaczę otrzymaną darowiznę. Bardzo szanuję pracę przedsiębiorców, zdaję sobie sprawę, że ich pieniądze nie rosły na drzewach, tylko zostały zarobione ciężką pracą. Dlatego chciałam, żeby wiedzieli na co je spożytkuję i jakie przyniosą rezultaty dla społeczeństwa. Zwarta i gotowa pojechałam do Wrocławia. Na miejscu okazało się, że nie było umówionego żadnego spotkania. Mężczyzna, który miał mi „pomóc” po prostu chciał się ze mną spotkać, spodobałam mu się, bo widział mnie w DDTVN.  Uważał, że ofiarując mi swoją „pomoc” wkupi się w moje łaski. Dziś wiem, że takich sytuacji w przyszłości będzie więcej i muszę odpowiednio na nie reagować i  w porę im zapobiegać.

Chciałam rzucić wszystko w diabły, spakować się i więcej nie wracać. Tak po prostu miałam wszystkiego dość. Byłam zmęczona, sfrustrowana. Bardzo dużo pracy, czasu i serca wkładałam w fundację, a na efekty trzeba było trochę poczekać.

Spokorniałam i przyjęłam do wiadomości, że nie wszystko ode mnie zależy. Jeżeli się nie uda, to nie musi to być z mojej winy. Do tej pory żyłam w przekonaniu, że jeżeli będę się bardzo starała, ciężko pracowała, to wszystko co sobie założyłam uda mi się zrealizować. Ten rok pokazał mi, że tak nie musi być. Na początku obwiniałam siebie, przez to zafundowałam sobie wiele negatywnych emocji i niepotrzebnego stresu. Z czasem zrozumiałam, że na wszystko nie mam wpływu i nie wszystko da się przewidzieć, w końcu głową muru nie przebijesz.

Zrozumiałam co znaczy urlop i jak ważny jest odpoczynek. Tak z przymrużeniem oka mogę powiedzieć, że jestem typem niezdiagnozowanego pracoholika. Uwielbiam pracować, pracować dużo i intensywnie. Z pracy odeszłam w marcu. Miałam do wykorzystania 20 dni urlopowych, tych za 2016 rok i zaległych za 2015. Jak je wykorzystałam? Na pracę w fundacji, budowanie jej podstaw. Nie pojechałam do rodziny, w świat, w Polskę żeby odpocząć, tylko pracowałam. Po kilku miesiącach intensywnych prac, z przerwą na weekend, zaczęło mnie kłóć, że nie wykorzystałam tego urlopu, że choć na tydzień gdzieś nie pojechałam odpocząć i nie odcięłam się od komputera. Mogłam rozkoszować się smakiem zielonej herbaty, zatracić się w książkach i oddychać leśne powietrze. Nie zrobiłam tego. Dopiero kiedy mi tego zabrakło zrozumiałam słowa bliskich i przyjaciół, którzy mówili żebym zrobiłam sobie przerwę.

Rzucano mi kłody pod nogi. Wówczas zrozumiałam, że to chcę robić w życiu jest ważne, ciekawe i wielu chciałoby to robić, ale nie każdy ma odwagę. Co więcej z powodu wypalenia, zmęczenia, zniechęcenia woleli „utrudniać” moją pracę niż współpracować. Usłyszałam mniej więcej taki komentarz, no to ty zakładaj sobie fundację, a my będziemy się przyglądać jak ci idzie. Myślę, że idzie mi całkiem nieźle, ale rezultaty które chcę osiągnąć wymagają lat pracy, a nie miesięcy. Parafrazując słowa św. Jana Pawła II zakładam wygodne buty i dalej podążam wyznaczoną przez siebie drogą.  W końcu 2017 roku tuż tuż.

Bądź pierwszą osobą, która komentuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *