Press "Enter" to skip to content

Warszawo kocham Cię mocno, inni nazwą to toksyczną miłością

„Zepsute miasto kocham Cię mocno. Inni nazwą toksyczną miłością.” To zdanie pochodzi z kawałka „Zepsute miasto” w wykonaniu Sokoła.  Osobiście, bardzo lubię to miasto. Lubię je za możliwość rozwoju i spędzenia czasu, za  jego historię, pęd życia i anonimowość. To miasto dało mi swego rodzaju wolność od schematów i uprzedzeń. Odrodziłam się w nim niczym feniks z popiołów. Do Warszawy pojechałam na studia, chciałam rozpocząć nowy etap w życiu, spróbować czegoś nowego. Warszawa dała mi taką możliwość. Tabula rasa, niezapisana tablica.

Dlaczego Warszawa?

Jest duża, a ja lubię wszystko co duże. 🙂

Lubię przysłowiowe skoki na głęboką wodę i nowe wyzwania. 🙂 Chciałam sprawdzić czy sprostam wyzwaniom. Wcześniej mieszkałam z rodzicami i bratem, zawsze mogłam liczyć na ich pomoc. Chciałam przekonać się na własnej skórze, na ile jestem samodzielna. Udało się. Oczywiście było i nadal jest wiele sytuacji, w których potrzebuję pomocy i wiem, że mogą na nią liczyć. Dobrych ludzi wokół nie brakuje.

Mogłaby być anonimowa. Nowo poznani ludzie nie znali mnie wcześniej, w związku z tym nie oceniali mnie przez pryzmat poruszania się na wózku, czy chodzenia o kulach. Swoich ocen dokonywali na podstawie tego, jak w danym momencie się zachowywałam i co robiłam. Dzięki anonimowości i tłumowi ludzi nie czułam, że odstaje od reszty.

Rozwój, praca, możliwości. Uważałam, że w większym mieście będę miała większe szanse na znalezienie pracy. Liczyłam się z tym że moja mniejsza sprawność, może mieć wpływ na znalezienie satysfakcjonującej pracy, jednakże spory rynek, daje możliwość pozyskania wymarzonego wakatu.

Byłam wówczas bliżej dawnej miłości. Jak to powiedziała ostatnio moja przyjaciółka: „miłości nie ma, ale pozostała miłość do miasta”. W punkt.

Co byłoby gdyby Katarzyna nie pojechała do Warszawy?

Może zostałabym w Połczynie. Może pod niewidocznym, rodzicielskim kloszem czułabym się bezpiecznie. Miałabym swoją strefę komfortu. Może nie wstawałabym wcześnie rano, w pośpiechu kończąc śniadanie i pędząc do pracy, tylko zostawała bym w domu. Nie miała bym na tyle odwagi by poznawać nowych ludzi i podróżować po Europie.

Co dała mi Warszawa?

Możliwość rozwinięcia skrzydeł i robienia tego co podpowiadała mi intuicja. Pozwoliła mi wyjść poza schemat. Pokazać się od zupełnie innej strony, tej która zawsze we mnie drzemała. Już nie byłam małą, biedną Kasią, która jeździła na wózku, chodziła o kulach. Jestem przebojową Kaśką, uśmiechniętym pracusiem, wszędzie mnie pełno, ciągle mi mało wyzwań i przygód. Człowiek petarda.

Jak mawiał chiński filozof, Lao-tzu,  nawet najdalszą podróż zaczyna się od pierwszego kroku.

Czas na twój krok.  🙂

 

Foto: Archiwum prywatne.